czwartek, 27 stycznia 2011

Warto rozmawiać czyli nie taki bank straszny jak go malują

Czołem

Zainspirowany komentarzem Pana "B." Misza postanowił zwiększyć swoje szanse na powiększenie skromnego kapitału inwestycyjnego. Jak wiadomo nie ma nic za darmo (jak mawiają amerykanie " nie ma darmowego lunch`u) i grając na giełdzie trzeba płacić prowizję maklerowi. Misza znalazł biuro maklerskie z najmniejszą minimalną opłatą na rynku - 3 PLN, to jednak w jego sytuacji ciągle dużo. Biorąc pod uwagę kapitał jaki uzbierał 275 PLN oraz fakt, że chcąc inwestować w miarę bezpiecznie należałoby zbudować portfel około pięciu spółek to prowizje za zakup i  późniejszą sprzedaż akcji to blisko 11% kapitału (30 zł). To bardzo dużo a to dopiero budowa portfela. Trzeba przecież  będzie realizować zyski i kupować kolejne  akcje. Co można zrobić z tym fantem?

Można zwrócić się do biura o obniżenie opłaty. W przypadku "normalnego" inwestora argumentem jest zazwyczaj wartość obrotów, im większa tym łatwiej uzyskać zniżkę w opłacie. W sytuacji w jakiej znajduje się Misza argumentem jest to, że biuro za dużo nie dopłaci do interesu - generalnie transakcji nie będzie dużo - no chyba żeby Misza ciągle kupował perełki :-) Oczywiście blog jest też formą reklamy biura, przy czym dobrze by było gdyby był bardziej popularny, co przyjdzie z czasem. Reasumując w wyniku bardzo przyjemnych negocjacji z biurem maklerskim Alior Banku (bank z melonikiem) udało się Miszy obniżyć minimalną prowizję za zakup lub sprzedaż akcji o ponad 16% do kwoty 2,50 PLN. Promocja jest czasowa i trwa trzy miesiące z możliwością przedłużenia. Oczywiście jest jeszcze ograniczenie kwotowe tzn. gdy kapitał Miszy przekroczy 500 PLN przed upływem trzech miesięcy to wracamy do standardowej opłaty. Jest to jednak mało prawdopodobne, niestety. W tym miejscu należą się podziękowania dla Alior Banku za właściwe podejście do tak mizernego dla banku Klienta jakim jest Misza. Być może również wierzą w jego sukces :-)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz